
Witaj na moim małym blogu survivalowym! Informację związane stricte z survivalem znajdują się na stronie, więc tutaj troszkę luźniej. Zapraszam do lektury zapisków w drewnie!
Pierwsze spotkanie z białym człowiekiem
W poniższym filmiku możemy zobaczyć pierwsze spotkanie podróżnika Jean-Pierre Dutilleux z dzikim plemieniem Toulambi. Po pierwszym kontakcie, Jean pokazuje członkom plemienia zapałki, lusterko, maczetę, latarkę, aparat fotograficzny oraz dyktafon. Niesamowity materiał filmowy, który jednocześnie stawia pytanie: czy dzikie plemiona powinno się izolować, czy wprowadzać w XXI? Z mojej wiedzy wynika, że plemienia izolowane często padają ofiarą grup przestępczych, a te w których przypadku zdecydowano się pokazać im dzisiejszy świat, popadły w narkotyki, alkoholizm oraz prostytucję.
Chyba najlepiej, gdyby takie plemiona na zawsze pozostały nieodkryte, a wy jak sądzicie?
Add a comment"Krytykują mnie za survival"
- Szczegóły
- Utworzono: środa, 02, maj 2012 13:23
Często na forach czy blogach survivalowych spotykam się ze zdaniami typu „nie mówię moim znajomym że uprawiam survival bo pomyślą że jem robaki i latam z nożem” lub „wolę nic nie mówić, niż tłumaczyć moim znajomym że nie noszę ze sobą noża żeby walczyć z niedźwiedziem” – przyznam się szczerzę że dziwią mnie takie wypowiedzi.
Wydaje mi się, że tego typu niemiłe komentarze są spowodowane niestety zachowaniem głównych pokrzywdzonych, czyli survivalowców. Warto zrozumieć że centrum miasta to nie Afganistan, że w lato na skwerze desanty czy gromy nie są zbyt przydatne, a także że w górach nie czekają na nas ulewy połączone ze śnieżycami, choroby i dzikie zwierzęta które chcą nas pożreć, więc nie trzeba chodzić z maczetą przytroczoną do plecaka, w towarzystwie śmiechu miejscowych – taka jest niestety prawda. Survival to podróże, to piękne wschody i zachody słońca, poznawanie otaczającej nas fauny i flory oraz wysiłek fizyczny – zapewne ludzie którzy mają inne zainteresowania widzą to zupełnie inaczej, ale tak to jest że piękno tkwi w oczach patrzącego! Który z Twoich znajomych zaśmieje się, gdy wskażesz mu odbite w błocie lub w śniegu tropy zająca lub racice dzika i wytłumaczysz mu dlaczego wyglądają tak a nie inaczej? Kto wyśmieję Twój weekendowy trekking, jeżeli nie będziesz opowiadał że miałeś pod ręką gaz pieprzowy oraz maczetę/pałkę teleskopową (sytuacja autentyczna!) do obrony przed niedźwiedziem? Kto zwątpi w Ciebie, gdy podczas wyjazdu inauguracyjnego w góry okaże się że nie spijasz 5 litrów wody na kilometr, gdy okaże się że potrafisz czytać mapę, a także wziąć plecak od najsłabszego kolegi lub koleżanki (łobuzy!). Jeżeli dodatkowo nie wyglądasz jakbyś całe dnie siedział przy konsoli (bynajmniej nie tej w klubie), nie będziesz mówił że zazwyczaj się nie pocisz przy takich banalnych górkach tylko dziś wyjątkowo bo dwa dni temu biegłeś maraton, a wczoraj miałeś cztero godzinny trening siłowy, a z plecaka nie będą wystawały dwa żubry na pewno nie spotkasz się z krytyką i szyderstwem.
Warto czasem pojechać na jakąś imprezę turystyczną i posłuchać opowieści innych ludzi outdooru, nim w swojej szkole czy pracy ubierze się maskę herosa i pelerynę bohatera :)
Ja osobiście nie mam problemów żeby wskoczyć w krótkie spodenki i pojechać nad wodę nad grilla którego rozpalam zapalniczką i podpałką ze sklepu. Po mieście chodzę ze zwykłym plecakiem, a nie kontraktowym w kamuflażu robiąc z siebie kogoś kim nie jestem. Sądzę że w facecie który zawodowo nosi mundur jest więcej mężczyzny niż we mnie i Tobie jednocześnie. Jest taka zasada, że jeżeli w mieście widzisz kogoś w mundurze, to na 95% nie jest to żołnierz (no chyba że ŻW) tylko paramilitarysta.
Wszystkim którzy spotykają się z krytyką życzę, by mundur i maczety zostawiali w lesie, a w mieście kamuflaż zastępowali normalnym (normalnym bo na modzie się nie znam) ubraniem, oraz krzesiwo zastępowali zapalniczką lub zapałkami. I najważniejsze, więcej pokory! Bytowanie w terenie czy chodzenie po górach nie czyni nas lepszymi od innych, więc warto mieć zawsze otwarte serce i umysł bo już nie raz spotkałem się z sytuacją że osoba która nie jest „outdoorowa” potrafi udzielić naprawdę przydatnych rad.
Add a comment
W górach...
- Szczegóły
- Utworzono: poniedziałek, 23, kwiecień 2012 17:16
Odpoczynek jest ważny, każdy musi czasem odpocząć od treningów, nauki czy pracy. Ja uwielbiam odpoczywać w górach, zawsze jest tam cudownie. Jednak nie biorę „zalecanego” wyposażenia - nie biorę ubrań na zmianę, płachty biwakowej, zmiennych butów i tego wszystkiego co powinno się jeszcze brać. Nie rąbie drewna żeby zbudować schronienie, ani nie pale ogniska. Wystarcza karimata, śpiwór, peleryna, mały kartusz oraz kilka drobiazgów – w tym harmonijka. Nie musisz być wirtuozem, cokolwiek zagrasz o wschodzie słońca na wierzchołku góry brzmi cudownie. Jeśli chodzi o jedzenie zacytuje Kaczmarskiego z utworu "Bieszczady":
"Lecz po co tłuszcz ma spływać nam po brodzie
Gdy można żyć o owocach i o wodzie"
Jakże przyjemnie jest poczuć, że tak niewiele od nas zależy.. Jakże przyjemnie jest być mokrym od deszczu, jednocześnie borykając się z napierającym wiatrem. Ani nowy plecak czy nóż nie zastąpi satysfakcji gdy uda Ci się złożyć śpiwór pod peleryną, lub radości ciepła jedynej bluzy która dzięki Twoim zabiegom pozostała sucha. Niesamowita dawka pozytywnej energii, której nie znajdziesz w alkoholu czy narkotykach.
Dla mnie to niezawodny sposób na zjednoczenie się z naturą. Gdy leżysz gdzieś w górach, Ty mała drobinka piasku, a nad Tobą wisi dach zbudowany z gwiazd – w tym czasie w Twojej głowie pojawiają się niesamowite myśli, przerywane przez rozbłyski spadających gwiazd.
Ostatnio zdarza mi się spędzać te nocne obok jaskiń, właściwie to przed samymi wejściami i w ten oto sposób kumpluje się z ich mieszkańcami, którzy jak w zegarku wraz z zapadnięciem zmroku niczym samoloty wylatują z impetem ze swych jaskiń i rozpoczynają swój nocny balet. Obecność człowieka zdaje się im nie przeszkadzać, często przycupną kilkanaście centymetrów ode mnie, jednak sądzę że nie robią tego ze względu na moją obecność. Z kilku metrów dźwięk ich skrzydeł przypomina odgłos tysiąca małych nóżek, jednak gdy któryś z nich wzbija się w powietrze obok Twojej głowy, przez ciało przechodzą dreszcze.
I tak oto mija kilka godzin przerywanych snem, jeśli zacznie padać trzeba będzie pośpiesznie zebrać rzeczy i ruszyć dalej. Jeżeli będzie bezchmurna noc, pobudka nastąpi 1,5 godziny przed świtem – i pojawi się możliwość obserwowania jak świat otwiera się na nowy dzień.
Ech…
Apsley Cherry-Garrard
Add a commentSurvival w Polsce
- Szczegóły
- Utworzono: wtorek, 10, kwiecień 2012 03:25
Od dłuższego czasu – dłuższego czyli ponad dwóch miesięcy – zbieram się żeby napisać coś o survivalu w Polsce, jednak to nie takie proste. Survival już z racji swojej natury uprawia się samemu, lub w zamkniętych grupach, a jak się go już uprawia to nie chce się o tym mówić: A to dlatego że będziesz się kojarzył z Gryllsem, a nie chcesz żeby dziewczyny wyobrażały sobie Ciebie z robakami w ustach. A to dlatego że Elitarny Ty/Wy uprawiacie jedyny słuszny survival więc nie ma powodu do dzielenia się swoimi wrażeniami czy refleksjami z innymi, którzy już nie są tak elitarni. Ostatnia grupa nie mówi o survivalu nic, chyba tak ze skromności. Takie osoby idą na tydzień samemu w Gorgany, mając minimalny sprzęt (pozdrawiam Krzychu), ale nie chwalą się tym. Więc jak w takiej sytuacji opisać polski survival?
Przejrzałem dwa najpopularniejsze fora survivalowe i taki mały wykazik:
Ilość wiadomości w działach o danej tematyce (z dnia 7.04.2012):
| Tematyka | ilość wiadomości |
| Ogólnie o sprzęcie | 122.625 |
| Ogólna tematyka | 36.241 |
| Żywność | 6.299 |
| Wyprawy | 4.327 |
| Ogień | 4.130 |
| Pierwsza Pomoc | 4.016 |
| Schronienie | 1.113 |
| Zwierzęta | 1.227 |
| Woda | 1.000 |
| Sport | 906 |
Moja interpretacja tych liczb za chwile. Warto również zauważyć, że w Internecie survivalem, czy wyprawami survivalowymi często nazywane są zwykłe wypady w góry gdzie uczestnicy śpią w namiotach, pod płachtami biwakowymi czy w szałasach. Zastanawiający może być fakt, że to co kiedyś nazywane było biwakowaniem, czy spędzeniem czasu za miastem dziś nosi dumne miano survivalu. Angielski wyraz survivor wywodzi się od francuskiego survivre, które tłumaczone jest jako „żyć dłużej niż czy przeżyć kogoś lub coś”. Czy zatem zwykły (nawet kilkudniowy) wypad za miasto zasługuje na miano survivalu? Sądzę że w XXI, kiedy jesteśmy już tak bardzo uzależnieni od cywilizacji można powiedzieć że tak, ale pod warunkiem że mówi to laik. Osoba młoda która po kilku latach „mieszczuchowania” wyrwała się z domowych pieleszów i uciekła na łono natury, może odczuwać to jako ekstremalne przeżycie. W przypadku osób doświadczonych, formułowanie tezy że wypad w góry i chodzenie po szlaku jest survivalem, wydaje się mocno przesadzone.
Wydaje mi się że w polskim survivalu pominięta jest jedna bardzo ważna kwestia. Otóż survival nie tylko rozgrywa się w lesie i górach ale także tutaj wśród nas i to codziennie. Czy walka z rakiem nie jest survivalem? Czy uczestnictwo w poważnym wypadku samochodowym lub fakt zostania napadniętym nie mieści się w tej definicji? Czy historia Briana Della który katapultował się przy prędkości 1225 km/h na wysokości niecałych 500 metrów nad powierzchnią oceanu – łamiąc sobie przy tym poważnie trzy z czterech kończyn, a wszystkie naczynia krwionośne w okolicach twarzy zostały rozerwane – czyż przetrwanie przeciążenia wynoszącego 45g nie jest survivalem? Sądzę że przeciętny ja i Ty, prędzej znajdzie się w wykolejonym pociągu, roztrzaskanym aucie, w roli zakładnika czy ofiary pobicia, w płonącym lub zalewanym przez wodę budynku, a nawet w samolocie mającym problemy techniczne, niż obudzi się nagi w środku dżungli. Owszem sprzęt jest ważny i odgrywa istotną rolę ale są dwie rzeczy, które znacznie zwiększają Twoje szanse. Jedną z nich znajdziesz w powyższym wykazie obok cyfry 906, a drugiej tam nie ma.
I przechodzimy do puenty tego wpisu. WIECEJ RUCHU! Sport jest tym co buduje w człowieku pewność siebie, wiarę we własne możliwości, hart ducha, siłę woli i wytrwałość.
Posiadając najlepszy sprzęt możemy mieć wrażenie że mamy wszystkie powyższe cechy, jednak będzie to tylko wrażenie. Nie będę pisał tutaj korzyści które przynosi nam wysiłek fizyczny, ponieważ na ten temat znajdziecie wiele tysięcy prac, badań i książek najprawdopodobniej w każdym języku świata. Na koniec przykład na kwiecień. Uwaga po obejrzeniu będzie Ci głupio narzekać, że boli Cię głowa lub kolano! (gdybyś potrzebował większej motywacji, to polecam ten blog)
Add a comment
Samsung B2710 Solid - wow?
- Szczegóły
- Utworzono: wtorek, 20, marzec 2012 07:09
Super wytrzymały, super fajny telefon dla człowieka o stalowych nerwach. Ale od początku...
Kiedyś w teren brałem HTC Wildfire, wprawdzie nie był odporny na wodę, ale parę razy upadł mi na szlaku nie robiąc sobie przy tym żadnej krzywdy. Dodatkowo miał GPS, który mógł działać w tle, bardzo mocną latarkę która po całym dniu marszu całą noc świeciła. Telefon miał normalne wejście na słuchawki, a po podpięciu do komputera ten widział go jako pendrive.
Jednak zachwalany na forach samsung b2710 wywarł na mnie wrażenie, bateria miała chodzić dwa tygodnie, gps trzymać kilka dni, wodoodporny, wstrząsoodporny – bujdy na resorach, oto co stwierdziłem po miesiącu użytkowania.
Telefon z wyłączonym 3G, bez używania żadnych aplikacji jedyne telefonując i pisząc smsy trzyma nie więcej niż 72 godziny. Mając włączone 3G, czas ten spada do około 50 godzin. Jeżeli w pracy lub w szkole lubisz grać w gry na telefonie, telefon pod wieczór będzie domagał się ładowarki. Podobnie sytuacja wygląda z GPS (który w środowisku java nie może działać w tle), po 24 godzinach chodzenia pada. Kolejna wielka wada, to przy wyczerpującej się baterii nie załączysz latarki – ktoś miał pomysł! Nie wiem ile trzyma bateria przy grającej muzyce, bo oryginalne słuchawki wyglądają jakby miały 10 lat, a żadna przejściówka nie działa.
A teraz najgorsza rzecz, z najgorszych – spróbuj podłączyć ten telefon do komputera! Na moim windowsie xp z service pack 3 komputer w ogóle nie widzi telefonu. Po wyłączeniu wszystkich zapor i antywirusów telefon pojawia się jako pendrive jednak nie można nic do niego wgrać, ani zgrać. Nie pomogła instalacja sterowników czy oprogramowania. Mam też drugi komputer na którym raz na jakiś czas uda się podpiąć telefon, jednak nie wiem od czego to zależy chyba od ciśnienia atmosferycznego.
Tak więc do wymiany plików z komputerem potrzebny jest czytnik kart pamięci.
Ah bym zapomniał, czasem dzwoniąc do kogoś telefon się zawiesza i trzeba go restartować (około raz dziennie) a gdy naciśniesz wyślij sms, to anulowanie tej akcji nic nie da – więc nie wiem po co ta funkcja.
Pora na podsumowanie.
Samsung B2710 Solid, jest telefonem solidnym jednak topornym w użytkowaniu i wymagającym anielskiej cierpliwości. Dość szybko się ładuje (około 4 godzin), ekran i obudowa jest odporna na upadki. jednak jeszcze wiele brakuje mu do ideału.
P.S Po obejściu 16 sklepów udało mi się w końcu zamówić(!) do niego drugą baterię, która dopiero za kilka dni dojedzie. Może ta bateria będzie lepsza.
Więcej artykułów…
Strona 1 z 4


