O Bear Gryllsie słów kilka
- Szczegóły
- Utworzono: poniedziałek, 20, luty 2012 09:50
Bear jest postacią wyjątkowo kontrowersyjną - chodź to zbyt słabe słowo. Na prawie wszystkich forach internetowych, Bear jest strasznie krytykowany i wyśmiewany. Daje się zauważyć wypowiedzi „Taki z niego survivalowiec, a zawsze towarzyszy mu kilkanaście osób które stoją poza kadrem”. Zatrzymajmy się tutaj na chwilę.
Jasne, zawsze jedzie z nim ekipa, ale czy to nie jest zgodne z zasadami survivalu i ogólnie zdrowego rozsądku? Bear ma konkretny pomysł na program, w którym zamarzył podkreślać u siebie wysportowane ciało, oraz odwagę której większość z krytykujących go osób nie posiada, więc zabiera ze sobą ludzi, którzy pomagają mu zrealizować te marzenie.
Jeżeli ktoś naprawdę chciałby, żeby jedna osoba wzięła ze sobą kamerę, mikrofon, agregat, odpowiednią ilość paliwa, statyw i chodził z tym po Syberii lub dżungli, gratuluje mu pomysłu i jednocześnie powątpiewam w doświadczenie terenowe takiej osoby.
Przejdźmy trochę dalej, co Bear je? Wiem, że znasz odpowiedź. Robaki, ohydztwa, padlinę etc. Tutaj mamy sytuację, wręcz wyjętą z podręczników socjologii – koleś łamie wszystkie schematy, w społeczeństwie które myje zęby dwa razy dziennie, panicznie boi się bakterii i chorób, nasz Bear wcina wszystko co znajdzie, wszystko co ohydne, pije mocz, a także wyciska wodę z odchodów – typową reakcją na takie zachowanie jest odrzucenie i krytyka.
Gdzieś w Internecie, trafiłem na czyjąś wypowiedź, która brzmiała mniej więcej tak: Bear jest ideałem młodych Brytyjczyków, ale czy musi być naszym? Miałem przyjemność być kilka razy w Wielkiej Brytanii. To co uderza w niej od razu, to wielokulturowe zróżnicowane społeczeństwo. Nie rozwodząc się tutaj bardziej, jeżeli ktoś uważa że ludzie większości narodowości, otoczeni najnowocześniejszymi gadżetami, znający chłopaków z Top Gear, czy doktora Who, zjednoczyli się pod herbem Bear’a Gryllsa, faceta który je robaki i padlinę, to warto otworzyć takiej osobie oczy by widziała coś więcej niż czubek własnego noża, nosa znaczy się.
Osobiście programy Beara, traktuję bardziej w kategoriach rozrywkowych, bo facet jest po prostu niemożliwy – mocno zapadła mi w pamięć scena, w której Bear siedzi w balonie i opowiada, że kiedyś lądując na takim podłożu złamał sobie kręgosłup, po czym wyskakuje z kosza – istne szaleństwo. Moim zdaniem osoby które mają aspirację na wielkie podróże, które zazwyczaj kończą się w schronisku na piwie, krytykują Beara za to co robi, bo im samym się nie uda.
Osobiście nie jestem fanem Beara, do jego programów podchodzę z dużym dystansem, jednak nie zamierzam go krytykować.
Pozwolę sobie zacytować fragment emaila, który otrzymałem od Pana Krzysztofa Kwiatkowskiego (fragment ten jest wyrwany z kontekstu, i nie odnosi się on do tematu tego wpisu)
„Próbuję jedynie wskazywać ludziom, że na naszą planetę można patrzeć i przez okno z własnego pokoju w blokach, i z szałasu na stoku górskim, i z kosmosu, i z własnej wyobraźni. A każde spojrzenie jest uprawnione do bycia prawdziwym...”
Takie podejście wydaje mi się odpowiednie dla człowieka XXI wieku, zamiast krytykować Beara, lepiej ochłonąć i na spokojnie ocenić programy, które tworzy – a warto zauważyć, że to Bear dzięki swoim kontrowersyjnym programom, dotarł do bardzo szerokiego grona odbiorców, przez co wypromował w Polsce survival. Ilu z Was czytających, na początku swojej przygody z survivalem nie spotkało się z osobą Beara? Ilu z Was, zna Polskich podróżników i survivalowców?
Niezależnie czy wywiera dobre, czy złe wrażenie, wielu ludziom, których życie nie jest związane z terenem (ile znasz osób, które nie słyszały o Gryllsie?) pokazał że istnieje coś takiego jak survival. Wydaje mi się, że pośrednio dzięki Gryllsowi, w chwili pisania tego tekstu w Dzień Dobry TVN leci materiał w którym himalaistka pokazuje jak przetrwać w terenie zimą.


