Czekając na Joe

Kliknij by obejrzeć film

Joe podczas zejścia - kadr z filmu.

Dzisiaj kilka słów o prawdziwym survivalu, który można obejrzeć w całkiem przyjemnej formie. Dwóch alpinistów Joe Simpson oraz Simon Yates, wybierają się w Alpy Peruwiańskie (Ameryka Południowa), by zdobyć Siula Grande (6344 m n.p.m.).  Jest to pierwsze wejście na szczyt zachodnią ścianą.
 Podczas wspinaczki zmagają się z wiatrem, zmęczeniem, chorobą wysokościową oraz chłodem. W końcu pomimo trudności docierają na szczyt i zamierzają według planu schodzić granią. Na tej wysokości woda gotuje się znacznie dłużej „Po 30 minutach gotowania, mieliśmy jedną filiżankę wody” – słowa jednego z alpinistów. Podczas zejścia kończy im się gaz w butlach – jest to dopiero początek nadchodzącej tragedii. W czasie zejścia dochodzi do zarwania nawisu śnieżnego i Joe spada kilka metrów w dół – na skutek upadku jego piszczel wbija się w kość udową – co uniemożliwia mu chodzenie. Wyobraź sobie tę sytuację około 6000 m n.p.m. Twój towarzysz łamie sobie nogę. Simon nie jest zadowolony z tej sytuacji, ale postanawia nie zostawiać towarzysza. Łączy dwie 50 metrowe liny przywiązuje do niej Simona i opuszcza go w dół. To rozwiązanie jest dużo szybsze jednak ma jedną wadę – żeby węzeł łączący dwie liny przeszedł przez przyrząd asekuracyjny, Joe musi odciążyć line – to właśnie ten węzeł zadecydował o tym co miało za chwilę nadejść. Podczas jednego ze zjazdów Joe spada z urwiska i zawisa na linie – w tej sytuacji odciążenie liny jest niemożliwe. Joe próbuje wspiąć się po linie metodą prusikowania, jednak linka wypada mu z rąk. Robi się ciemno, mija godzina, na skutek silnego wiatru partnerzy nie mogą się porozumieć, a z powodu bezruchu ich ciała zaczyna przenikać chłód. Dodatkowo stanowisko Simona zaczyna się osuwać. Wtedy Simon podejmuje najprawdopodobniej najtrudniejszą decyzję w swoim życiu – przecina linę na której wisi jego partner, a Joe spada kilkadziesiąt metrów w dół do lodowej jaskini. Następnego dnia Simon schodzi do miejsca gdzie powinien być jego towarzysz, widzi wielką dziurę prowadzącą do jaskini – stwierdza że jego partner nie miał szans na przeżycie tego upadku i rozpoczyna samotny powrót do obozu. Gdyby jednak podszedł do dziury zobaczyłby że Joe żyje i czeka na niego – niestety pozostawiony sam sobie w ciemnej jaskini, traci panowanie i zaczyna wreszczeć - takie zachowanie jest niedopuszczalne – wspomina w filmie.
Jednak Joe nie chce się poddać– byłem wtedy młody i bardzo uparty – i zaczyna drogę (ze złamaną nogą!) wgłąb jaskini. Okazuje się, że udaje mu się znaleźć wyjście, ale to dopiero początek jego walki... Jest sam, nie ma wody, nie może chodzić... pozostaje mu jedynie się czołgać.
Po kilku dniach (kilku dniach!) walcząc z omami, zmęczeniem, bólem oraz samym sobą dociera do obozu.
Jest to niesamowita opowieść o człowieku, który się nie poddał. Dodatkowo cały materiał filmowy jest poprzecinany wstawkami z komentarzami głównych bohaterów. Dowiadujemy się z nich że Joe nie wierzy w Boga, uważa że po śmierci nic nie ma, a czołgając się po śniegu nie myślał o nikim kogo kochał, ani nie tęsknił – w ustach zwykłego człowieka puściłbym to pomimo uszu, ale skoro wypowiada je osoba która kilka dni czołgała się po śniegu, żeby żyć brzmi to zupełnie inaczej. Zastanawia mnie, co dało mu taką siłę, co ciągnęło go w dół – jednak Joe tego nie wyjaśnia.
Wpis dotyczy filmu pt.: „Touching the Void”, polski tytuł: “Czekając na Joe” lub “Dotykając pustki”.







Strefa motywacji

Nie rezygnuj nigdy z celu tylko dlatego, że osiągniecie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie.

Współpracujemy

Moje artykuły na innych stronach: