Survival w Polsce

Od dłuższego czasu – dłuższego czyli ponad dwóch miesięcy – zbieram się żeby napisać coś o survivalu w Polsce, jednak to nie takie proste. Survival już z racji swojej natury uprawia się samemu, lub w zamkniętych grupach, a jak się go już uprawia to nie chce się o tym mówić: A to dlatego że będziesz się kojarzył z Gryllsem, a nie chcesz żeby dziewczyny wyobrażały sobie Ciebie z robakami w ustach. A to dlatego że Elitarny Ty/Wy uprawiacie jedyny słuszny survival więc nie ma powodu do dzielenia się swoimi wrażeniami czy refleksjami z innymi, którzy już nie są tak elitarni. Ostatnia grupa nie mówi o survivalu nic, chyba tak ze skromności. Takie osoby idą na tydzień samemu w Gorgany, mając minimalny sprzęt (pozdrawiam Krzychu), ale nie chwalą się tym. Więc jak w takiej sytuacji opisać polski survival?

Przejrzałem dwa najpopularniejsze fora survivalowe i taki mały wykazik:
Ilość wiadomości w działach o danej tematyce (z dnia 7.04.2012):
 

Tematyka ilość wiadomości
Ogólnie o sprzęcie 122.625
Ogólna tematyka 36.241
Żywność 6.299
Wyprawy 4.327
Ogień 4.130
Pierwsza Pomoc 4.016
Schronienie 1.113
Zwierzęta 1.227
Woda 1.000
Sport 906


Moja interpretacja tych liczb za chwile. Warto również zauważyć, że w Internecie survivalem, czy wyprawami survivalowymi często nazywane są zwykłe wypady w góry gdzie uczestnicy śpią w namiotach, pod płachtami biwakowymi czy w szałasach. Zastanawiający może być fakt, że to co kiedyś nazywane było biwakowaniem, czy spędzeniem czasu za miastem dziś nosi dumne miano survivalu. Angielski wyraz survivor wywodzi się od francuskiego survivre, które tłumaczone jest jako „żyć dłużej niż czy przeżyć kogoś lub coś”. Czy zatem zwykły (nawet kilkudniowy) wypad za miasto zasługuje na miano survivalu? Sądzę że w XXI, kiedy jesteśmy już tak bardzo uzależnieni od cywilizacji można powiedzieć że tak, ale pod warunkiem że mówi to laik. Osoba młoda która po kilku latach „mieszczuchowania” wyrwała się z domowych pieleszów i uciekła na łono natury, może odczuwać to jako ekstremalne przeżycie. W przypadku osób doświadczonych, formułowanie tezy że wypad w góry i chodzenie po szlaku jest survivalem, wydaje się mocno przesadzone.
Wydaje mi się że w polskim survivalu pominięta jest jedna bardzo ważna kwestia. Otóż survival nie tylko rozgrywa się w lesie i górach ale także tutaj wśród nas i to codziennie. Czy walka z rakiem nie jest survivalem? Czy uczestnictwo w poważnym wypadku samochodowym lub fakt zostania napadniętym nie mieści się w tej definicji? Czy historia Briana Della który katapultował się przy prędkości 1225 km/h na wysokości niecałych 500 metrów nad powierzchnią oceanu – łamiąc sobie przy tym poważnie trzy z czterech kończyn, a wszystkie naczynia krwionośne w okolicach twarzy zostały rozerwane – czyż przetrwanie przeciążenia wynoszącego 45g nie jest survivalem? Sądzę że przeciętny ja i Ty, prędzej znajdzie się w wykolejonym pociągu, roztrzaskanym aucie, w roli zakładnika czy ofiary pobicia, w płonącym lub zalewanym przez wodę budynku, a nawet w samolocie mającym problemy techniczne, niż obudzi się nagi w środku dżungli. Owszem sprzęt jest ważny i odgrywa istotną rolę ale są dwie rzeczy, które znacznie zwiększają Twoje szanse. Jedną z nich znajdziesz w powyższym wykazie obok cyfry 906, a drugiej tam nie ma.


I przechodzimy do puenty tego wpisu. WIECEJ RUCHU! Sport jest tym co buduje w człowieku pewność siebie, wiarę we własne możliwości, hart ducha, siłę woli i wytrwałość.
Posiadając najlepszy sprzęt możemy mieć wrażenie że mamy wszystkie powyższe cechy, jednak będzie to tylko wrażenie. Nie będę pisał tutaj korzyści które przynosi nam wysiłek fizyczny, ponieważ na ten temat znajdziecie wiele tysięcy prac, badań i książek najprawdopodobniej w każdym języku świata. Na koniec przykład na kwiecień. Uwaga po obejrzeniu będzie Ci głupio narzekać, że boli Cię głowa lub kolano! (gdybyś potrzebował większej motywacji, to polecam ten blog)

 

 

Ostatnio na forum

Poznaj nas

Nasza społeczność