W tym tygodniu polecamy!

300x250_plecaki_wiosna

Logo

Obszerny dział poświęcony pierwszej pomocy, urazom, kontuzjom oraz innym problemom zdrowotnym.

Polecam także powiązany wpis na blogu Leki przeciwbólowe - czy warto?


 

Jak odstraszyć komary

komarPowoli topnieją już śniegi, nadchodzi wiosna. Już nie musimy zmagać się z minusowymi temperaturami, nie musimy walczyć ze śniegiem kiedy brodzimy w nim po kolana, ani martwić się czy na pewno podążamy właściwym szlakiem bo krajobraz jak okiem sięgnąć jest taki sam.

Teraz nadchodzi wiosna, wraz z nią budzi się ziemia, a w nas samych wstępuje siła do kolejnych działań, do pokonywania własnych barier oraz na nowo pojawia się chęć przygody i odkrywania nowych miejsc.

Jednak pomimo faktu że śniegi i mrozy już nam nie straszne, pojawia się kolejny wróg. Wróg bezlitosny i dokuczliwy. Przeciwnik który potrafi zrujnować niejedną wycieczkę i pozostawić na ciele ślady nawet na kilka tygodni.

Pierwsza męska przygoda

Pierwszy raz zetknąłem się z nim jeszcze jako kilkuletnie dziecko. Pamiętam jakby to było dzisiaj. Ja młody uczeń szkoły podstawowej, zachwycający się światem i nowymi doświadczeniami, czekający tylko na weekend by pierwszy raz w życiu wybrać się z tatą na ryby. Ale to nie miały być zwykłe ryby. Mieliśmy nadmuchać ponton, wrzucić go do wody, podpłynąć do trzcin i tam właśnie planowaliśmy zaczaić się na jakąś rybę.

Było świetnie, cały tydzień chodziłem z głową w chmurach marząc tylko o naszym pierwszym „męskim wypadzie”. Tata tak jak obiecał, zabrał mnie w weekend z samego rana nad jezioro. Napompowaliśmy ponton, wrzuciliśmy go do wody i zaczęliśmy płynąć w kierunku trzciny. To co stało się później było dla mnie czymś okropnym. Wyobraźcie sobie, małe, kilkuletnie dziecko marzące o męskiej przygodzie której efektem będzie jakaś ogromna ryba którą będzie można pochwalić się przed mamą i kolegami ze szkoły – fajna wizja, prawda? Niestety jednak nie było tak kolorowo. Po dopłynięciu do trzciny otoczyła nas dosłownie chmara komarów, które siadały na każdym nieosłoniętym fragmencie ciała i myślały tylko o tym żeby wbić się w skórę i zacząć pić moją ciepłą, słodką krew.

W tamtych czasach nie były jeszcze aż tak powszechne środki na komary, więc walczyliśmy z nimi ubierając ciepłe ubrania i czapki. Niestety jednak na niewiele się to zdało i po kilkunastu minutach musieliśmy dobić do brzegu, spuścić powietrze z pontonu i wrócić do domu. Nie było ryby, nie było męskiej przygody, ale za to były bąble na które koledzy w szkole dość dziwnie się patrzyli.

Największa próba woli

Moskitiera na głowę tego mi brakowałoMoja kolejna walka z komarami miała miejsce kilkanaście lat później. Już jako nastolatek powoli wkraczający w dorosłe życie i jednocześnie członek organizacji pro obronnej Strzelec miałem ćwiczenia z cichego podchodzenia do przeciwnika. Zasady „zabawy” były bardzo proste. Wychodziliśmy w teren i szykowaliśmy sobie kamuflaż we własnym zakresie. Następnie musieliśmy podkraść się do posterunku i zabrać z niego dokumenty. Oczywiście w posterunku było dwóch wartowników którzy mieli nas wypatrywać (ale nie mogli się ruszać), a sam posterunek był umieszczony na polanie w środku lasu. Rzadko umieszczone drzewa, żadnych krzaków. Jedynie pola paproci i w tych paprociach tkwiła szansa na niezauważalne podejście do posterunku. Teoretycznie było to proste, wystarczyło się bardzo wolno czołgać. Najpierw jedna ręka o 50 cm, następnie noga. Chwila przerwy i nasłuchiwanie. Następnie druga ręka i noga. Cały cykl trwał około jednej minuty. W godzinę pokonywałem dystans około trzydziestu metrów. Niby spoko, w sumie nic nie robisz, nawet się nie spocisz. Tak by pewnie było gdyby nie chmary komarów które unosiły się nad tymi paprotkami. To była chyba najsilniejsza próba woli w moim życiu. Z perspektywy czasu brzmi to zabawnie, bo uciekłem przed łodzią policyjną w Wiedniu, straciłem telefon komórkowy za kołem podbiegunowym kilka tysięcy kilometrów od domu, pokonałem w zimę 350 kilometrów idąc wzdłuż wybrzeża i przejechałem Polskę rowerem w 77 godzin, a mimo wszystko to czołganie się w lesie „koło domu” z chmarą komarów na twarzy było najcięższą próbą woli. Tak naprawdę mogłem to w każdej chwili przerwać, mogłem się gwałtowniej poruszyć żeby wartownik mógł mnie dostrzec i za karę zrobić kilkadziesiąt pompek, albo przebiec kilka kilometrów. Ale nie chciałem przegrać przez głupie komary, no bez przesady. Jakbym wtedy mógł spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć „pokonały mnie komary”. Nie mogłem tego zrobić. Leżałem w tych paprociach, wyłem w duchu i wymyślałem coraz to nowe przekleństwa.

Jak odstraszyć komary

środek na komaryNauczony tymi doświadczeniami postanowiłem w końcu odpowiednio się zabezpieczyć żeby nie tracić sił i dobrego nastroju przez tych małych krwiopijców. Oczywiście mogłem pójść do supermarketu i kupić jakiś pierwszy lepszy środek na komary, ale wydać pieniądze na szmelc można zawsze. Ja potrzebowałem czegoś co mnie nie zawiedzie i nie przyprawi o kolejne ciężkie chwile. Zaczytałem się w fora tematyczne i studiowałem opinie o różnych preparatach. Doczytałem że do walki z komarami, kleszczami oraz innymi insektami stosuje się środek DEET (N,N-dietylo-m-toluamid). Moje dalsze badania doprowadziły mnie do wniosku że najlepszy środek na komary i kleszcze jednocześnie to 3M Ultrathon, a to dlatego że ma największe stężenie DEET wynoszące aż 25%. Jednak jak napisałem wcześniej wydać pieniądze na szmelc można zawsze więc znając już nazwę produktu zacząłem szukać na forach asg, survivlowych i wędkarskich czy ktoś w ogóle to polecał bo ja z tą nazwą spotkałem się pierwszy raz w swoim życiu. Ku mojemu zdziwieniu okazało się że jest to dość popularny środek. Co prawda pojawiały się głosy że jest przereklamowany i nie działa tak jak należy jednak postanowiłem zaryzykować i go zakupić. Malkontenci znajdą się zawsze, a jednak dość duża liczba osób go polecała. Okazało się jednak że w lokalnych sklepach survivalowych go nie mieli co trochę mnie zmartwiło bo nie za bardzo lubię robić zakupy przez internet. Na szczęście jednak znalazłem ten produkt na stronie Militaria.pl i przy okazji zakupiłem też zestaw Snake Bite Kit który łagodzi ślady po pogryzieniach oraz taką specjalną moskitierę którą nakłada się na głowę. Łączna wartość całego zamówienia nie przekroczyła ceny kilku szotów w barze na rynku, więc nie było źle. Pytanie tylko czy sklep taki tani, czy szoty takie drogie.

Środek na komary

Pewnie zastanawiacie się po co kupiłem jeszcze te dwie dodatkowe rzeczy, skoro wybrałem taki niby super środek na komary, już tłumaczę. Moskitierę zakupiłem żeby używać jej podczas spania. Nie chcę co jakiś czas nakładać na skórę preparatu, a taka moskitiera jest bardzo fajna bo nakładam ją sobie na głowę i mam spokój. Zestaw Snake Bite kupiłem na wypadek gdyby jednak komary mnie pogryzły. Niestety, ale lata młodości już się skończyły i nie za bardzo wypada mi iść do pracy w której mam kontakt z klientem z bąblami na twarzy czy rękach. Jeszcze gdy byłem młody nie robiło mi to różnicy, ale teraz kiedy człowiek ma na głowie znacznie więcej rachunków, spraw i zmartwień, nie mogę pozwolić sobie na to żeby przyjść do pracy cały w bąblach. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć że skoro nie chce mieć bąbli to mogę nie chodzić do lasu. Niestety ale to nie takie proste. Zbyt mocno kocham las i góry żeby z nich zrezygnować, ale jednocześnie pięknymi górskimi krajobrazami i widokiem mgły w lesie o poranku talerza nie napełnię, więc musiałem znaleźć jakiś kompromis.

W ten oto sposób, pomimo wielu przegranych bitew to ja ostatecznie wygrałem wojnę z komarami, a moje wyprawy stały się przyjemniejsze. Już jako nastolatek udowodniłem sobie że dam radę i nie muszę udowadniać tego za każdym razem. Jeśli kiedyś dojdzie do sytuacji w której nie będę miał żadnej ochrony przed komarami, wiem że dam sobie radę. Tak samo jak wiem że dam sobie radę bez prądu czy bieżącej wody, ale jednak codziennie ich używam w swoim domu. Survival nie polega na bieganiu na bosaka po śniegu i skrobaniu paznokciami patyków. Jeżeli możemy sobie coś ułatwić, zróbmy to.

Hipertermia (przegrzanie)

Hipertermia – nie mylić z hipotermią – pojawia się wtedy kiedy temperatura ciała człowieka przewyższa 37 stopni Celsjusza. Przyczyną takiego stanu może być zarówno zbyt długie przebywanie w pobliżu źródła ciepła, a także zaburzone procesy termoregulacyjne organizmu czy to na skutek zbyt intensywnego wysiłku fizycznego, odwodnienia czy zmian chorobowych.

Czytaj więcej: Hipertermia (przegrzanie)

Urazy i kontuzje - Survival.

Bardzo obszerny artykuł w którym przedstawiam najpopularniejsze urazy i kontuzje, a także podaje metody ich leczenia.

Czytaj więcej: Urazy i kontuzje - Survival.

Brak snu - zagrożenia i objawy.

Czy wiesz co dzieje się w głowie człowieka który nie spał od 24 godzin? Podejrzewam że tak. Ale czy wiesz co rodzi się w umyśle wycieńczonego człowieka który nie spał od trzech dni? Jeśli nie zapraszam.

Czytaj więcej: Brak snu - zagrożenia i objawy.

Ostatnio na forum

Polecany Namiot

namiot tunelowyLekki namiot do zadań specjalnych. Niewielkie rozmiary, niewielka waga oraz cena sprawiają że tego typu produkt idealnie sprawdzi się podczas wędrówek po górach czy lasach. Zapewnia schronienie oraz jest wyjątkowo prosty w montażu. Idealny dla każdego łowcy przygód który ceni sobie wielkość i wagę swojego sprzętu.

Sprawdź szczegóły >>

Bądź bezpieczny

Na chwile obecną skuteczny gaz pieprzowy jest najprostszym i najłatwiejszym środkiem ochrony. Dzięki niemu nie musimy mieć fizycznego kontaktu z napastinkiem oraz mamy pewność że nie wyrządzimy mu krzywdy. Istotne jest by gaz papierzowy był renomowanej i sprawdzonej firmy, co będzie gwarancją skutecznego unieruchomienia napastnika na kilkanaście minut.

sprawdź szczegóły >>

Najciepleszy śpiwór

Ten ciepły śpiwór renomowanej firmy zapewni Ci spokojny, ciepły sen w nawet wyjątkowo ekstremalnych warunkach. Zaawanowana technologia oraz materiały najwyższej jakości są znakiem rozpoznawczym tego produktu. Obowiązkowy sprzęt dla każdego kto nie boi się zimy i nie zapada w sen zimowy.

Sprawdź szczegóły >>